Polish (Poland)English (United Kingdom)

PROTEST

Ambasada Republiki Kuby consulcu@medianet.pl Przyłącz się do akcji domagającej się uwolnienia więźniów politycznych bezprawnie przetrzymywanych na Kubie. Wyślij na adres ambasady kubańskiej apel o następującej treści.

tekst protestu

Nasi partnerzy

 

Zaloguj



Salsa na wolności – opowieść José Torresa PDF Drukuj Email
Wpisany przez mj   
Sobota, 30 Maj 2009 12:05

O życiu w wolności, prawie do własnego zdania i teorii „daj a otrzymasz”, a także o mniej znanych realiach życia na Kubie mówił José Torres 24 maja podczas spotkania w lubelskiej Plazie. Znany kubański muzyk spotkał się z czytelnikami swojej książki „Salsa na wolności”. Spotkanie zorganizowało Stowarzyszenie Solidarności Globalnej oraz Lublin Plaza, rozmowę prowadziła Agnieszka Bryła. 
 

 

- Trzy lata temu razem z żoną Izą napisał Pan książkę „Salsa na wolności”. Jest dedykowana waszym synom, Tomkowi i Filipowi. Chcieliście, by wiedzieli, co to znaczyło żyć w realiach, gdzie gwałcono elementarne prawa człowieka, a takie pojęcia jak demokracja i wolność słowa nie istniały. Bardzo odważnie i otwarcie piszecie Państwo o prawdzie tych systemów. Z jakimi reakcjami się spotkaliście, jakie głosy dotarły do was od czytelników? 

- Mamy to szczęście, że w pierwszej wersji książka trafiła do czytelników, którzy mówią po polsku. Opinie, które do nas dotarły, są bardzo życzliwe. Na razie z kręgu Polaków w Polsce, także od Polonii w Kanadzie, mamy bardzo pozytywny i sympatyczny odzew. Ludzie gratulują nam odwagi i tego, jak potrafiliśmy ująć nasz problem. Uznali, że książka pokazuje, jak działa system totalitarny, bez względu na to, gdzie to się dzieje.

Przyjechałem do Polski w 1978 roku, miałem do czynienia z tym systemem, na Kubie on trwa do dziś. Młodym nie mieści się w głowie, że tak mogło być. Nasze dzieci nie wiedzą, co to jest brak demokracji, brak wolności, nie wiedzą, co to jest mieć narzucony z góry model osobistego życia. Ja, żeby się ożenić, musiałem prosić o zezwolenie reprezentację rządu, czyli ambasadę, na to, co miało się dziać z moim życiem prywatnym. 

- Tę książkę się czyta, ale też przeżywa, jest napisana w niesamowity sposób. Nasze spotkanie jest częścią projektu „Bo byłem przybyszem…”, który ma promować dialog między mieszkańcami Lublina i obcokrajowcami, którzy tu przyjeżdżają mieszkać, pracować, studiować. Pan też jest przybyszem, choć mówił Pan, że czuje się Polakiem, ale jednak kiedyś Pan tu przyjechał. Chcę zapytać, jak jesteśmy, jako Polacy, odbierani przez ludzi, którzy przyjeżdżają z zewnątrz, czy jesteśmy otwarci, czy to się zmieniło przez ostatnie 20 lat? 

- Odkąd przyjechałem, dużo się zmieniło. Ja osobiście nie doświadczyłem żadnej nietolerancji czy agresji wobec mojej osoby. Mam na to pewną koncepcję: tyle, ile ludziom dajesz, tyle do ciebie wraca. Jeśli dajesz życzliwość, uśmiech, otwartość, to do ciebie wraca. Mam wielu kolegów, Kubańczyków i nie tylko, którzy na ulicy słyszą „czarni” albo coś podobnego, ale to też jest tak, że w każdym kraju, najbardziej nawet rozwiniętym, jest pewna grupa społeczna, która robi podłości. Ale ważne jest to, co my możemy dać. Ja od początku byłem otwarty na to, co mnie spotka tutaj, byłem gotowy przyjąć wszystko, dobre i złe, z uśmiechem. W pewnym momencie stałem się osobą ze szklanego ekranu; są tacy ze szklanego ekranu, jak Lepper czy Kaczyński, którzy jakoś sympatii nie budzą, ja mam szczęście, że należę do tych, którzy są pozytywnie odbierani. Wzrusza mnie, gdy starsza osoba spotka mnie gdzieś w centrum handlowym i kłania się, mówi: „bardzo mi miło pana poznać, lubię pana muzykę”. To pozwala mi zobaczyć, ile ja daję. To jest inwestycja, która mnie wiele nie kosztuje, bo to emanuje z mojego charakteru, ale odbiór jest taki, że nie mam na co narzekać.

Co mi się tutaj nie podoba? O matce się źle nie mówi, a ja czuję, że Polska stała się moją drugą matką. Jestem artystą kubańskim, który pokazuje kubańskość, ale jak schodzę ze sceny, jestem Polakiem, mam na to papier i cały system zachowań, jak mawia Raz Dwa Trzy. Nie wyobrażam sobie, żebym zaczął budować swoje życie na nowo gdzie indziej, bo ja czuję się tu u siebie w domu. 

- Pisze Pan otwarcie, czym jest system i stwierdza, że jego punkt widzenia się zmienił. Jak to jest w kontaktach z Pana rodziną, czy przekonali się, na Pana przykładzie, że inny system jest możliwy i słuszny? Czy nie mieli jakichś nieprzyjemności przez tę książkę? 

- Na szczęście moja rodzina na Kubie nie miała żadnych problemów przez moje poglądy i zachowania, dzięki Bogu. Nie udało mi się zaprosić moich rodziców, nie zdążyłem, zanim odeszli, zobaczyć się z nimi. Ale nie było żadnych restrykcji. Była u mnie moja najstarsza siostra, potem druga, teraz jest mój siostrzeniec.  

Co do zmiany moich poglądów, zawsze mam na myśli to, jak byłem wychowany, w jakim duchu, jakich bohaterów komunizmu mi wmówiono.

Przyjechałem do Polski z wielkim kultem Związku Radzieckiego. Moi koledzy pytali: José, ty w to wierzysz? Mówiłem: tak mnie wychowali, ale teraz widzę, że coś się nie zgadza. Zanim w Polsce się zaczęło mówić głośno o Katyniu, ja już na uczelni pod koniec lat 70. dowiedziałem się o tym. Nie to, że nie mogłem w to uwierzyć, ale dziwiło mnie, że coś takiego jest, że na Kubie mówi się tylko w superlatywach o Związku Radzieckim. Dziwiło mnie to potem coraz bardziej, kiedy dowiedziałem się o 17 września, okupacji sowieckiej – to dla mnie był szok, że Związek Radziecki prowadził taką politykę wobec Polski, co znaczyło, że wobec nas, Kuby, też nie mogło być za bardzo różowo. Potem się dowiadywałem, co się stało tak naprawdę w 1961 roku, jak chcieli montować rakiety długiego zasięgu na Kubie, co musieli zrobić Amerykanie, żeby to uniemożliwić.

Będąc na zewnątrz dowiedziałem się więcej, niż kiedy byłem w środku. W środku jesteśmy odcięci od świata. Teraz Internet jest oknem na świat i tam pokazują informacje na temat prawdziwego rządu Fidela Castro. Ale dowiadujemy się o tym, co jest na Kubie, będąc na zewnątrz, dla mnie to jest przerażające. W Polsce dopiero miałem okazję mieć własne zdanie na ten temat, nie zdanie narzucone przez system. System bezpieki na Kubie jest jednym z najlepiej zorganizowanych na całym świecie, zamachów na Fidela było ponad sto, żaden się nie udał, szkoda.

Ja jestem persona non grata w ambasadzie kubańskiej, ze mną się nie można zadawać, jestem przeciwnikiem systemu. Ale nikt nie zwraca uwagi na to, że od dziesięciu lat promuję kulturę kubańską poprzez taniec, muzykę, festiwale. Opisałem w książce, jak bezczelnie sam ambasador mówi, że chce mi pomóc, a potem pisze na Kubę, żeby nie przysyłać zespołu na festiwal, którego ja jestem organizatorem. Jest sposób na to, by zmienić poglądy i z zewnątrz zrozumieć, jaki to jest zakłamany system. Wiadomo, że demokracja ma wiele twarzy, ale przynajmniej można mówić, co się myśli, dopóki się nikogo nie obraża. A na Kubie za myślenie inaczej, niż system przewiduje, grozi 20, 30 lat więzienia. 

- Pan chyba bardzo głęboko zastanawiał się nad wolnością… Książkę otwiera motto: „Człowiek nie ma prawa robić tego, co chce, ale ma prawo nie robić tego, czego nie chce”. Jak pan to rozumie? Dziś o wolności mówi się, że jest absolutna, że wszystko wolno. 

- Tego nauczyła mnie moja mama. Że nie można robić tego, co się człowiekowi żywnie podoba. Jest dziesięć przykazań, człowiek nie ma prawa robić wszystkiego. Ale ma prawo nie czynić tego, czego nie chce. Ja mam prawo powiedzieć systemowi „nie”. Nie mam prawa ich rozstrzelać, zabić, ale mam prawo powiedzieć – nie chcę podzielać waszego zdania. Tego nam odmawiano w naszym systemie, tego prawa. A w tej myśli mieści się cała demokracja, której nie należy mylić z anarchią.

Zawsze byłem wychowany w tym duchu, dziękuję za to mojej mamie. 

- Wspomina Pan o dwóch obliczach Kuby. Kuba dla turystów – rum, cygara, plaże, to jest obraz prawdziwy, ale niepełny. Jest druga Kuba, gdzie są problemy ograniczania wolności słowa, reglamentowana żywność, to co znamy z Polski. Czy z rozmów, ze spotkań w Polsce wynosi Pan poczucie, że Polacy są świadomi tych dwóch twarzy? 

- Z dużą uwagą śledzę to, co dzieje się z Polakami, którzy wracają z Kuby. Dziennikarka pewnej bardzo szanowanej stacji radiowej powiedziała mi – jaki piękny kraj, świetnie było! Zrobiło mi się tak przykro, bo zmusiło mnie to do tłumaczenia, jakie jest obiektywne spojrzenie na sprawy Kuby. Że to nie jest tak, że Kubańczycy tańczą, śpiewają, a w hotelu jest all icnlusive. Potrzeba dłuższego spacerku po Hawanie, żeby zobaczyć, jak Hawana się rozsypuje, jak młodzież się prostytuuje, jakie mają metody na zarabianie pieniędzy, jaka jest różnica pomiędzy ludźmi wykształconymi, którzy klepią biedę i mają 6 euro na miesiąc a tymi młodymi ludźmi, którzy się prostytuują i żyją ponad stan. Musiałem wyjaśnić, jak wygląda medycyna dla obcokrajowców i dla Kubańczyków. Dla Kubańczyka u dentysty nie ma znieczulenia, dla zagranicznych się znajduje natychmiast za niewielką sumę.

Kraj paradoksów. Nam Kubańczykom zabierają prawo do pewnych rzeczy u siebie. Kubańczyk, żeby wyjechać, musi mieć zgodę na wyjazd. OK. Ale żeby wrócić, musi mieć aktualne permiso de entrada, czyli zezwolenie na wjazd na Kubę. To tak, jakby zezwalać na pozwolenie na wejście do własnego domu. Wymyślają coś takiego, że np. paszport jest ważny przez sześć lat, ale co dwa lata trzeba go jakby przedłużyć. Mój paszport polski jest ważny 10 lat i nikt się nim nie interesuje, póki ten okres nie minie. A Kubańczycy muszą co dwa lata jechać do ambasady, zapłacić za przedłużenie, co nie kosztuje 10 zł, mając paszport. Każdy pomysł na wyciągnięcie kasy od tych, którzy jej nie mają, jest dobry.

Inna rzecz - na Kubie jest reglamentowana żywność. Jest książeczka, płaci się w walucie kubańskiej. Nic nie można kupić, choć to jest bardzo tanie, bo nie ma tych produktów. Natomiast ten sam produkt, w walucie CUC, peso convertible, który ma taką samą wartość jak euro, to za te pieniądze można kupić wszędzie wszystko. Litrowa butelka oleju kosztuje 2,5 CUC, a ludzie czasem na miesiąc zarabiają 8-10 CUC. Moja kuzynka nazwała to „torturą olejem”, u nas oleju używa się do wszystkiego. Kraj jest doprowadzony do samego dna. Nie rozumiem, jak ludzie na Kubie są w stanie wyżyć od pierwszego do pierwszego. Czarny rynek, tak, ale napędzany walutą, którą my, z zewnątrz, wysyłamy. I ona trafia do jednej kieszeni. Takiego jednego z brodą i niekoniecznie jest to święty Mikołaj. 

 

 

 

 
 


José Torres – muzyk pochodzący z Kuby, wirtuoz instrumentów perkusyjnych, od wielu lat zamieszkały na stałe w Polsce. Założyciel pierwszej w Polsce orkiestry salsowej „Jose Torres y Salsa Tropical”. Występując od ponad 25 lat na polskiej scenie muzycznej współpracował z wieloma gwiazdami estrady, m.in. Marylą Rodowicz, Kayah, Ewą Bem, Urszulą, Maanamem, Ryszardem Rynkowskim, Stanisławem Soyką, Grzegorzem Ciechowskim, Raz Dwa Trzy, Mietkiem Szcześniakiem. Koncertował i nagrywał również z czołówką muzyków jazzowych: Tomaszem Stańko, Wojciechem Karolakiem, Zbigniewem Namysłowskim, Jarosławem Śmietaną, Leszkiem Możdżerem.

Brał udział w ponad pięćdziesięciu nagraniach płytowych polskich wykonawców, a także w nagraniach muzyki filmowej.

Od ponad 25 lat zajmuje pierwsze miejsce w ankiecie na najpopularniejszego muzyka roku w kategorii „instrumenty perkusyjne”, którą corocznie organizuje najstarsze i najbardziej renomowane czasopismo muzyczne „Jazz Forum”.

Pełnił funkcję kierownika muzycznego w programach telewizyjnych „Egzotyczne lato z Tercetem” oraz „Wieczór z Jagielskim”.

W grudniu 2007 r. w księgarniach ukazała się autobiograficzna książka p.t. „Salsa na wolności” (Wydawnictwo Dolnośląskie), a pół roku później na zlecenie Telewizji Polskiej powstał film dokumentalny o José wyreżyserowany przez znakomitą dokumentalistkę Marię Zmarz-Koczanowicz, zatytułowany „Moja Kuba, moja Polska”.

Od stycznia 2009 r. prowadzi pierwszą w Polsce autorską, dwugodzinną audycję radiową (Radio Ram 89,8), poświęconą muzyce kubańskiej, w której prezentuje zarówno nagrania archiwalne, jak i współczesną twórczość kubańskich artystów.

Od listopada 2008 r. piastuje honorową funkcję Prezesa Fundacji „Sztuka Zdrowie Tolerancja”.

(info za stroną: www.torres.com.pl

 

 

 

Zmieniony: Czwartek, 11 Czerwiec 2009 11:15
 

Znajdź

Multimedia

Apel Kubańskich Studentow

______________________

Kwestia niewolniczej pracy dzieci poruszana była 19 listopada 2007r. w audycji „Radio-raport”, którą prowadził w Polskim Radiu Lublin ks.Mietek Puzewicz.

część I   część II    część III

______________________

Chrześcijaństwo jest najbardziej prześladowaną  religią świata. Tej kwestii poświęcona była audycja ks.Mietka Puzewicza pt.„Radio-raport" 23.04.2007 w Polskim Radiu Lublin.  W ostatnich dwudziestu latach kilkanaście tysięcy wyznawców Chrystusa zginęło na wszystkich kontynentach. O sytuacji chrześcijan w Azji opowiada w rozmowie z Katarzyną Surowiec ks.Edward Osiecki, misjonarz werbista, który pracuje w Warszawie jako duszpasterz uchodźców 

część I    część II    część III

______________________

Problem łamania praw człowieka w Chińskiej Republice Ludowej był jednym z tematów poruszanych w magazynie młodzieżowym "Spojrzenia", 13 października 2007 r. w Polskim Radiu Lublin.

9 października 2007r. w Warszawie odbyła się konferencja pt. "Igrzyska Olimpijskie 2008 jako okazja do polepszenia przestrzegania praw człowieka w Chinach", podczas której oprócz zdecydowanego protestu przeciwko odbyciu się Olimpiady w Pekinie poruszane były m.in. kwestie pozyskiwania narządów od wyznawców Falun Gong oraz funkcjonowania obozów przysmusowej pracy w Chinach.

posłuchaj