Misją Stowarzyszenia Solidarności Globalnej jest niesienie pomocy osobom będącym w potrzebie poprzez działalność misyjną, rozwojową, edukacyjną, humanitarną oraz wszelką działalność służącą ochronie godności życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci.
Nasi partnerzy


Polub nas na:

Somethere

Dlaczego Hugo Chavez ma takie poparcie?- zapytałam kiedyś moją przyjaciółkę, Wenezuelkę.  Potrafię przecież zrozumieć słabość niektórych do socjalistycznych ideałów, ale wiem też, jakie niesie to za sobą zagrożenie. – Zrozumiałabyś - odpowiedziała- gdybyś zobaczyła obydwie Wenezuele, które ja znam. Widziałam te wszystkie getta, domki z blachy i kartonów, bose dzieciaki, bawiące się bez zabawek. A gdybyś pojechała troszkę dalej ujrzałabyś ogromne wille, wielkie samochody, baseny, stadniny na tysiące koni dla córeczek-księżniczek z lepszych rodzin. Zrozumiałabyś. Kiedyś musiało to się stać, biedni musieli kiedyś znaleźć swojego bohatera.

 

A gdy Maria mówi o swoim kraju, w jej oczach migają wszystkie światła Caracas. Przelewa tym spojrzeniem całe słońce Wenezueli.

Zawsze wiadomo, że gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. A dokładniej mówiąc o pieniądze z ropy naftowej. Wenezuela jest piątym na świecie eksporterem ropy naftowej, która do tej pory była kierowana prościutko do USA. Stany zjednoczone, swoim starym zwyczajem mieszały się do polityki wewnętrznej kraju. I tak, gdy pojawił się Hugo Chavez, mógł pokazać palcem winnego za nędze Wenezueli. To tylko pobieżny opis sytuacji.

Dziś współpraca z USA została zakończona. W sprawach ropy, prezydent Wenezueli, prowadzi rozmowy z Iranem i Białorusią. Ach, no i oczywiście z Kubą.

Przecież między Chavezem i Castro mamy prawdziwą historię miłosną. Bez wątpienia nasz nowy Bolivar  wpadł na świetny pomysł pójścia śladami doświadczonego przyjaciela, który na Kubie sprawuje władzę od prawie 50 lat. Jak wiadomo, Kubańczycy są przeszczęśliwym narodem, mieszkają w kraju, w którym wszystkie dzieci są skolaryzowane, a chorzy wyleczeni za darmo. Jednak na tym obrazku, jest rysa i to całkiem spora. Na Kubie nie ma wolności słowa. Ale to temat na dłuższą rozmowę.

Wróćmy do Wenezuelczyków, którzy pokochali nowego przyjaciela ludu, Hugo Chaveza, po latynosku, czyli całym sercem. Wybrali go prezydentem, (2004 r.) i ta, do tej pory zapomniana, biedniejsza część społeczeństwa, cieszyła się zmianami w kraju, przymykając oko na jego dyktatorskie zapędy.

Pierwsze poważne oznaki niepokoju zaczęto odczuwać w 2007 roku, gdy pojawiły się pogłoski o zamknięciu kanału telewizji RCTV. Chavez ogłosił, że nie przedłuży koncesji tej stacji, a na jej miejscu pojawi się nowa. 28 maja  RCTV, najstarsza, najpopularniejsza i nieposłuszna prezydentowi, stacja telewizyjna o pięćdziesięcioletniej historii zamilkła. Narodziła się za to TVes „pierwsza naprawdę publiczna telewizja w historii Wenezueli”. I oto  dowód na to, że Chavez nie zawaha się przed pójściem w ślady swojego mistrza – Castro.

Wenezuela zawrzała. Do tej pory manifestowali jedynie przedstawiciele uprzywilejowanych klas społecznych. W maju 2007 na ulice wyszli wszyscy: studenci ogłaszający swój protest przeciwko postępującej dyktaturze, intelektualiści, broniący podstawowych praw opozycji, telewizyjni idole, żądający zaprzestania manipulacji mediami, robotnicy, którym zamknięto ulubioną stacje TV, przedstawiciele niezależnej prasy. 75 procent ludności odebrało zniknięcie z eteru RCTV jako zagrożenie dla demokracji.

Chavez jednak nigdy nie miał zamiaru wycofać się ze swojej decyzji. Kilku tysiącom manifestujących studentów żądającym „prawa, demokracji i wolności” pogroził podległą mu organizacją wojskową „Gwardią Narodową”, dziennikarzy zaprosił na przymusowe wakacje, najlepiej za granicami kraju, a robotnikom przypomniał jak łatwo można stracić pracę, gdy obcuje się ze „zdrajcami ojczyzny”.

Tu już niestety pachnie dyktaturą- powiedziała Maria- Gdy w twoim własnym kraju nazywa się ciebie „ szumowiną”, „zamachowcem”, „płatną marionetką USA”, tylko dlatego, że jesteś w opozycji do władzy. Zaczęło się odwoływanie „ nieodpowiednio nastawionych” rektorów szkół wyższych, dziennikarzy radiowych i telewizyjnych w innych stacjach. Autobusy z ludźmi jadącymi na manifestacje są zawracane przez policję, demonstranci pobici lądują w więzieniach. Zawiązują nam ręce i zaklejają usta.

Ta rozmowa między mną a moją przyjaciółką miała miejsce w czerwcu 2007, w małej portowej kawiarni, w Barcelonie. Dookoła szum i gwar, kawa i papierosy, ta atmosfera, którą obie lubimy. Wtedy też oświadczyła mi, że wraca do swojego kraju, bo oto nadszedł czas, po sześciu latach przebywania w Europie. Ludzie mówili jej: estas loca chica . A jednak Maria wróciła do Wenezueli, by razem ze swoimi rodakami walczyć o demokrację, bo walczyć jeszcze można, póki Chavez nie dostał dożywotniej władzy , póki jeszcze błyszczą resztki światła wolności w Caracas.

Last Updated (Sunday, 13 January 2008 23:50)

 
Nasz kanał na YouTube

 

Translator